Osobliwość


 Listopad 2016

Jeszcze jedna próba zabawy w starożytną wersyfikację, która nie jest aż taka trudna, jeśli zrezygnuje się z urody  i głębszej  filozoficzności tematu. Takie pisanie, choć nie najwyższego lotu, o tematach odległych od naszej  depresyjnej     i grzesznej rzeczywistości, przynosi  trochę zapomnienia i ulgi.
Może, jeśli znajdzie się czytelnik wyrozumiały, to i jemu pozwoli oderwać się  od  narastającego pesymizmu i  zaplanowanej niepewności. A mogło być  tak  pozytywnie. Za małą poprawności  i chaotyczność tematu  należą się ewentualnemu czytelnikowi przeprosiny.
Pozdrowienia dla ewentualnego czytelnika. Miłe będą recenzje.
              
      
          O  s  o  b  l  i  w  o  ś  ć

Trzy pary w tufie, trzy stóp bosych pary
Człowieczych, ślady znalazł odciśnięte
Szperacz, przykryte popiołem z pożarów ,
On, ona, ono kroczą ręka w rękę.
Z przed lat miliony dla nas dar wspaniały.
To chyba pierwszy człowieczeństwa rentgen.

Albo na stepie, lub gdzie strome skały,
Tam się wyłoni myśl o samym sobie.
Gdzieś na równinie kopczyk sterczy mały.
A przy nim kuca, czy to jest już człowiek?
A na kopczyku ktoś położył kamień
I tej co kuca łza wisi u powiek.

Na tym równinnym stepie pierwsza pamięć.
Tu się refleksy samo zwrotne rodzą. 
Pierwsza mogiła, człowieczeństwa znamię.
Coraz to więcej rozsianych po drodze
Mogił, kurhanów, gdzie ścieżki wędrowne.
Tam spoczywają wojowie i wodze.

Dziwne uczucia w tej matczynej głowie.
Los ją okrutny naznaczył boleścią.
A ono było ze mną po połowie.    
A ono było moją częścią, treścią.
Kim ja nieszczęsna, kto na to odpowie?
Jestem kim innym? Inną świata częścią?

Z pierwszą mogiłą pojawił się człowiek .
Poznał, że różni się od istot bliskich.
Myśli o sobie rodziły się w głowie. 
Wyższy już będzie wszystkim ponad wszystkim . 
Los mu darował zasobniejszą głowę,
Aż do mogiły od samej kołyski.

Gdy grom zapalił suchości stepowe,
Żar  strawił dzikie ich mieszkańców stada.
Poznał odmieniec, pieczyste jest zdrowe.
Odtąd surowych mięś już nie zajada.
I poznał ognia wadę i przysługę.
I aż do dzisiaj jego wartość bada.

I odkrył nowość obok siebie drugą.
W okruchach skały ziarenka znajdzie miedzi.
Ta służyć  będzie pożytkowi długo.
Wartość poznają jej wszyscy sąsiedzi.
Królować będzie z metalu narzędzie.
Szczęśliwy, w skale kto metal wyśledzi.

Rozejdzie ludzkość się po ziemi wszędzie.
Coraz w umysłach gości więcej wiedzy.
Umiejętności wiele lud zdobędzie.
 Jeden i drugi ród inne wyprzedzi.
Ten  dla obrony wilka udomowił, 
Tamten na koniu oswojonym siedzi.

Coraz to któryś w umyśle się głowi,
Błysk geniuszu mu w korze zaświeci.
Wtedy do dzieła ród cały gotowy,
A wynalazek trwa przez tysiąclecia.
Ktoś pierwszy misy ukształtował z gliny
Nazwy naczynia wymyślili dzieci.

Takie najnowsze są nauk nowiny,
Że dzieci właśnie wymyślili słowa.
 A to zapewne z takiej to przyczyny,
Im nakazała ich dziecięca głowa,
Sposoby znaleźć skutecznej zabawy,
A do zabawy jest potrzebna mowa.

Były więc misy i mięsiste strawy,
Był ogień, który czasem w buszu szalał.
Tego  żywiołu pozbył się obawy,
Bo dawał ciepło i służyć pozwalał
Praprzodkom  mieć już nie surowe danie.
Tak się przechyla ewolucji szala.

Oświetlał płomień jaskini mieszkanie.
To już był salon i i bezpieczne łoże.
Cienie igrały na chropawej ścianie.
To zaproszenie, by kolor położyć.
Pannom  spodobać  się malunkiem  tura?
Oto artysta w włochatym ubiorze.

Coraz osiedla się w materii, która
Jak gąbka, w puszce ciasnej, chłonie
Słowa, znaczenia, co dół, a co góra.
Coraz sprawniejsze stopy oraz dłonie.
Co dziad odkrywa służy przyszłym wnukom.
Do dziś odkryciom nie pisany koniec.

Przychodzi kolej, nowa myśl  zapuka,
Że w żarze słońca z mułu z rzeki brzegu
Wysycha  kamień. Tak rodzi się sztuka
Budowy muru, cegły kłaść w szeregu.
Stają domostwa, za  murem, co chroni.
I bramy miasta przed napaścią strzegą.

Pierwsze Jerycho, na Jordanu stronie.
Tam woda i tam orne, żyzne ziemie .
Tam pewnie pierwszy władca siadł na tronie.
Od tamtych bierze się dzisiejsze plemię
Potomków tamtych, przybyłych  z daleka?
Przeminą wieki wtedy jeszcze ciemne.

W miękkim tworzywie, znamieniem człowieka,
Za czołem mieszka, sejf szarej struktury,
To w tym tworzywie cała biblioteka.
Czasy nadejdą, on przeniesie góry.
Znajdzie się  taki, co wyciśnie w glinie
Znaki. Zbuduje wyrzeźbione mury.

Czas coraz szybciej pośród wieków płynie.
Kto księgi czyta, ten odgadnie wniosek.
W jakim obszarze przyjrzeć się przyczynie?
Sztab filozofów wzory szuka proste.
Gilgamesz pewnie włada  ziemią, dalą.
Potopy zsyła albo morzy postem.

Tu i tam mędrcy się mądrością chwalą.
Drewnianym rylcem znaki czynią w glinie.
W ognistym piecu znaki te utrwalą.
Pamięć o dziejach i bogach nie zginie.
Wyniesie wiedzę człowiek z miasta Ur.
Do dzisiaj wiedza ta wśród ludu słynie.

Przez wieki będą toczyć z sobą spór,
Mędrcy. Czy jeden czy więcej mocarzy
Przyczyną  dni  i roku zmiany  pór?
Nad Nilem rzecz ta wreszcie się przydarzy,
Echnaton uzna , co jest oczywiste,
Słońce jest bogiem, bo ciepłem nas darzy.

Tam inny mędrzec po wiekach zaistniał.
Potomek dziada, z Ur morskiego miasta.
Umysł u niego uczony i bystry.
Lud wyprowadza, na wodza wyrasta.
Po nim zostaje do dziś ważna  księga
Wszystkich następnych mędrców protoplasta. 

Jak dawno w wieki ludzki ród dosięga.
Gdzie się narodził, w buszu, czy na stepie.
Kiedy powstała umysłu potęga.
W puszczach Afryki, kaukaskim wertepie?
Skąd wędrowała pierwsza ludzka sfora.
Sam Stwórca wie to pewnie od nas lepiej.

Przyszła mi  kończyć na te rymy pora.
Przed lat tysięcy pojawia się Ewa.
To była Lusy? Postać  z nad jeziora?  
Czy kto odnajdzie, skąd ludzkości drzewa?
Póki nie zemrze, bo znak że jest chora!.
I anioł śmierci pewnie nam zaśpiewa.
 





































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz